Konkurs recytatorski GIM

Wisława Szymborska

Terrorysta, on patrzy

Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia. 
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście. 
Niektórzy zdążą jeszcze wejść. 
Niektórzy wyjść. 

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy. 
Ta odległość go chroni od wszelkiego złego 
no i widok jak w kinie: 

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi. 
Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi. 
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają. 
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy. 
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter, 
a ten wyższy to wchodzi. 

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund. 
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach. 
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania. 

Trzynasta osiemnaście. 
Już nie ma dziewczyny. 
Czy była taka głupia i weszła, czy nie, 
to sie zobaczy, jak będą wynosić. 

Trzynasta dziewiętnaście. 
Nikt jakoś nie wchodzi. 
Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy. 
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i 
o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund 
wraca po te swoje marne rękawiczki. 

Jest trzynasta dwadzieścia. 
Czas, jak on się wlecze. 
Już chyba teraz. 
Jeszcze nie teraz. 
Tak, teraz. 
Bomba, ona wybucha.


JonaszKofta
Piasek

Przesypię piasek w twoją dłoń
Ty go przesypiesz w moje ręce
Na długo nam nie starczy to
Będzie ubywać coraz więcej
Nie podzielimy czasu nigdy
W miłości to najmniejsze zło
Niedoskonałe są klepsydry
Z naszych gorących, suchych rąk

Chcieć więcej
Niż się wie
Że można chcieć
To codzienna klęska
Tych, którzy kochają

Iść dalej
Niż się wie
Że można iść
To jedyna radość
Tych, co przegrywają

Wiedzieć więcej
Niż się wie
Że można wiedzieć
Jest jak uśmiech
Na spotkanie z klęską

Jakże trudną rzeczą jest
Oddychanie
Jakże trudno
Się wyrzec
Jasnych tęsknot

Przeliczę piasek w dłoniach twych
A z niego wielość dni wywróżę
Może cierpliwa jestem zbyt
Chcę, by to trwało jak najdłużej
Zagarnij piasku jak najwięcej
Ile się da na jeden raz
Może za małe mamy ręce
Żeby zagarnąć nimi czas

Wisława Szymborska

Kałuża

Dobrze z dzieciństwa pamiętam ten lęk.
Omijałam kałuże,
zwłaszcza te świeże, po deszczu.
Któraś z nich przecież mogła nie mieć dna,
choć wyglądała jak inne.

Stąpnę i nagle zapadnę się cała,
zacznę wzlatywać w dół
i jeszcze głębiej w dół,
w kierunku chmur odbitych
a może i dalej.

Potem kałuża wyschnie,
zamknie się nade mną,
a ja na zawsze zatrzaśnięta - gdzie -
z niedoniesionym na powierzchnię krzykiem.

Dopiero później przyszło zrozumienie:
nie wszystkie złe przygody
nieszczą się w regułach świata
i nawet gdyby chciały,
nie mogą się zdarzyć.


Tadeusz Różewicz 
Ucieczka świnek dwóch z obozu zagłady 
-rzeźni
 

dziś opowiedział mi ktoś 
historię zabawną 
i ciekawą wielce... działo się 
to na wyspie gdzie Angielczyków plemię 
owce klonuje gdzie mleko 
krowie ma kobiece właściwości pokarmowe 
gdzie waryjują ludzie 
a nawet psy 
co zjadły mączkę z mózgu baraniego 

świnki te uciekły z rzeźni 
zrobiły podkop pod ogrodzeniem 
uciekły przez pole i lasek 
przepłynęły strumyk i rzekę 

ruszyły w pogoń straże psy 
śmigłowce 
beczały na łące 
sklonowane owce 

aż wreszcie schwytano zbiegi 
"ludzkość" tym razem ruszyła na pomoc 
ruszyła na pomoc 
i zamiast świnki 
przerobić na szynki i schaby 
władze zapewniły im rentę 
i dożywocie

Sam następca tronu 
otoczył świnki ochroną 
po tej wiadomości 
wiara nadwątlona 
znów do mnie wróciła 

PS. 
w trzy dni później przeczytałem 
że życie świnek nie jest pewne 
bo właściciel rzeźni wytoczył proces 
chce odzyskać świnki-szynki 
i przerobić je na bekon kiełbaski nóżki żeberka 
(prawo jest po jego stronie... prawo własności... 
a w mglistym Albionie 
prywatna własność 
to rzecz święta)... 

jak się skończyła historia świnek nie wiem 
bo zaczął się wiek nowy i era 
Harrego Pottera 



Jonasz Kofta

„Trzeba marzyć”

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć

Zamiast dmuchać na zimne

Na gorącym się sparzyć

Z deszczu pobiec pod rynnę

Trzeba marzyć

 

Gdy spadają jak liście

Kartki dat z kalendarzy

Kiedy szaro i mgliście

Trzeba marzyć

W chłodnej, pustej godzinie

Na swój los się odważyć

Nim twe szczęście cię minie

Trzeba marzyć

 

W rytmie wietrznej tęsknoty

Wraca fala do plaży

Ty pamiętaj wciąż o tym

Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło

Żeby mogło się zdarzyć

I zjawiła się miłość

Trzeba marzyć


Satyra na bożą krówkę                 K.I.Gałczyński

Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
a bez szyi komu się przyda?

Pachnie toto jak dno beczki,
jakieś nóżki, jakieś kropeczki -
ohyda.

Człowiek zajęty niesłychanie,
a toto, proszę, lezie po ścianie
i rozprasza uwagę człowieka;

bo człowiek chciałby się skoncentrować,
a ot, bożą krówkę obserwować
musi, a czas ucieka.

A secundo, szanowne panie,
jakim prawem w zimie na ścianie ?!
Co innego latem, gdy kwitnie ogórek!

Bo latem to co innego:
każdy owad może ten tego
i w ogóle.

Więc upraszam entomologów,
czyli badaczy owadzich nogów,
by się na tę sprawę rzucili z szałem.

I właśnie dlatego w Szczecinie,
gdzie mi czas pracowicie płynie,
satyrę na bożą krówkę napisałem.


Kofta Jonasz
Parasol nie chroni od łez


Parasol nie chroni od łez
Tak dobrze bez niego jest
Bo lepiej nie wiedzieć
Co spływa mi z rzęs
Czy łzy
Czy deszcz
Czy łzy
Czy deszcz
Parasol nie chroni od łez

Kiedy mówiłeś
Żegnaj
Byłam na pewno
Blada
Trochę zdziwiona
Biedna
Wtedy zaczęło padać
Chciałeś pożyczyć
Mi parasol
Tak jak robiłeś
Nie raz
Nie dwa
A ja nie wzięłam
Nie wiem dlaczego?
Nie był potrzebny
Mi tego dnia

Parasol nie chroni od łez...

Kiedy od ciebie
Biegłam
Chmura na miasto
Spadła
Biegłam zmoknięta
Biedna
W czystą ulewę nagłą
I nie musiałam
Unikać ludzi
Pouciekali
Wszyscy
Do bram
Biegłam przez miasto
Bez parasola
Nie był potrzebny
Mi tego dnia

Parasol nie chroni od łez...

Anna Wojdecka

BUNT MŁODZIEŻY

Wizerunek odpowiedni dla osobowości wielu
.. zbyt ambitni jedni..
.. a drudzy.. bez celu..

Dzielą świat na dwie skrajności:
na tych z wielką pensją
- po krańce wytrzymałości
- z lichą egzystencją..

Tam, niemoc się szerzy… brak perspektyw… puste słowa..
… i stąd bunt młodzieży:

kolczyk w uchu.. łysa głowa..
.. głośna muzyka.. okrzyki..
alkohol.. dziwaczne ciuchy....
sekty.. seks.. i narkotyki..
pałki.. i łańcuchy !

Na poprawę tej jakości
szanse są znikome :
zrozumienia brak…, miłości..
.. wszystkie chwyty dozwolone..

Zagubionym, duszę gniecie nagminność masek, na twarzy..
Jak odnaleźć się w tym świecie i nie żyć, jak "starzy ".. ?
.. bo niestety, ci nie mogą być prawdy ostoją..

Ich nauki, swoją drogą...
a przykład… idzie swoją..

W grudniu

Czyli … nie moja wina

Moje koty zachowują sie przytomnie,
lecz pretensje niezbyt słuszne mają do mnie .
Bo niedawno, może jeszcze miesiąc temu
wychodziły do ogródka bez problemu,
rozbiegane - nie ustając ni na chwilę
uganiały sie za wróblem lub motylem ,
wdrapywały sie na drzewa jak wiewiórki
albo nagle biegły z górki na pazurki.

Czasem w biegu próbowały świeżej trawki,
kiedy indziej wpadło któreś do sadzawki.
takie harce są zabawne i poznawcze
i zdawało się że tak już będzie zawsze.

A niestety nagle coś sie tu popsuło :
całe niebo ciemną chmurą się zasnuło,
z góry lecą dziwne białe mokre płatki,
trudno chodzić, bo okrutnie zimno w łapki ,

Niemożliwe jest biegane, skoki, pląsy,
mokry brzuszek, mokre uszy, sztywne wąsy. . .
i żal w oczach i żal w głosie aż mnie dobił :
- Proszę pana, czemu pan nam tak to zrobił ?

Takie słowa poruszyły mnie do głębi .
Przecież mnie też zima dręczy i mróz gnębi
i choć cierpię, bo ich losem się wzruszyłem -
jak powiedzieć, że JA tego nie zrobiłem ?

Albo – by ich w niepewności nie zostawić,
może powiem, że spróbuję to naprawić,
że tak zrobię i że mogą liczyć na to,
iż znów przyjdzie do ogródka ciepłe lato .


Wisława Szymborska

Monolog psa zaplątanego w dzieje 

Są psy i psy. Ja byłem psem wybranym. 
Miałem dobre papiery i w żyłach krew wilczą. 
Mieszkałem na wyżynie, wdychając wonie widoków 
na łąki w słońcu, na świerki po deszczu 
i grudy ziemi spod śniegu. 

Miałem porządny dom i ludzi na usługi. 
Byłem żywiony, myty, szczotkowany, 
wyprowadzany na piękne spacery. 
Jednak z szacunkiem, bez poufałości. 
Każdy dobrze pamiętał, czyim jestem psem. 

Byle parszywy kundel potrafi mieć pana. 
Ale uwaga-wara od porównań. 
Mój pan był panem jedynym w swoim rodzaju. 
Miał okazałe stado chodzące za nim krok w krok 
i zapatrzone w niego z lękliwym podziwem. 

Dla mnie były uśmieszki 
z kiepsko skrywaną zazdrością. 
Bo tylko ja miałem prawo 
witać go w lotnych podskokach, 
tylko ja żegnać-zębami ciągnąć za spodnie. 
Tylko mnie wolno było 
z głową na jego kolanach 
dostępować głaskania i tarmoszenia za uszy. 
Tylko ja mogłem udawać przy nim, że śpię, 
a wtedy on się schylał i szeptał coś do mnie. 

Na innych gniewał się często i głośno. 
Warczał na nich, ujadał 
biegał od ściany do ściany. 
Myślę, że lubił tylko mnie 
i więcej nigdy, nikogo. 

Miałem też obowiązki: czekanie, ufanie. 
Bo zjawiał się na krótko i na długo znikał. 
Co go zatrzymywało tam, w dolinach, nie wiem. 
Odgadywałem jednak, że to pilne sprawy, 
co najmniej takie pilne 
jak dla mnie walka z kotami 
i wszystkim, co się niepotrzebnie rusza. 

Jest los i los. Mój raptem się odmienił. 
Nastała któraś wiosna, 
a jego przy mnie nie było. 
Rozpętała się w domu dziwna bieganina. 
Skrzynie, walizki, kufry wpychano na samochody. 
Koła z piskiem zjeżdżały w dół 
i milkły za zakrętem. 

Na tarasie płonęły jakieś graty, szmaty, 
żółte bluzy, opaski z czarnymi znakami 
i dużo, bardzo dużo przedartych kartonów, 
z których powypadały chorągiewki. 

Snułem się w tym zamęcie 
bardziej zdumiony niż zły. 
Czułem na sierści niemiłe spojrzenia. 
Jakbym był psem bezpańskim, 
natrętnym przybłędą, 
którego już od schodów przepędza się miotłą. 

Ktoś zerwał mi obrożę nabijaną srebrem. 
Ktoś kopnął moją miskę od kilku dni pustą. 
A potem ktoś ostatni, zanim ruszył w drogę, 
wychylił się z szoferki 
i strzelił do mnie dwa razy. 

Nawet nie umiał trafić, gdzie należy, 
bo umierałem jeszcze długo i boleśnie 
w brzęku rozzuchwalonych much. 
Ja, pies mojego pana. 

Odsłony: 809

Adres

ul. Betlejemska 1
58-405 Krzeszów

Telefon

75 610 61 63  -  podstawowa
75 610 61 64  -  gimnazjum
75 610 64 98  -  fax

Mail

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.